• miejsce Pawilon Sztuki ERGO Hestia
  • data 30 listopada 2019

Anna Shimomura – „Infiltracja”

Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” – oznajmiła z ekscytacją Joanna Szczepkowska w Dzienniku Telewizyjnym po pierwszych częściowo wolnych wyborach. Zapowiedź w Dzienniku była sygnałem diametralnej zmiany i końca pewnej epoki. Entuzjazm Szczepkowskiej podzieliło wiele osób liczących, że życie w wolnej Polsce będzie satysfakcjonujące i zdecydowanie prostsze. Czas zweryfikował te oczekiwania, a lata 90. szybko uświadomiły mieszkańcom dawnego bloku wschodniego, że tak naprawdę nic nie jest tak łatwe i jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać. Choć komunizm formalnie skończył się w Polsce w 1989 roku, nie oznacza to, że dawny ustrój wraz ze wszystkimi swoimi przyległościami nagle zniknął z powierzchni Rzeczypospolitej. Homo sovieticus zbyt długo dzielił przestrzeń życiową z homo sapiens, by z dnia na dzień udać się na przymusową emigrację w zapomnienie (do dziś zresztą spotkać można przedstawiciela pierwszego gatunku, nie mówiąc już o krzyżówkach obu naczelnych, nadal powszechnie spotykanych w społeczeństwie). Duch ZSRR zbyt długo wisiał nad Polską, przenikał ją, nawiedzał, karmił się jej lękami, by nagle, z dnia na dzień, w słoneczną czerwcową niedzielę opuścić swoją ofiarę. Do dziś zresztą zalega w niektórych zakątkach kraju nie mogąc pogodzić się ze swoją porażką. Budynek przy Sobieskiego 100 jest przykładem, jak ciężko jest pozbyć się i skutecznie wyegzorcyzmować ducha Stalina i jego następców. Modernistyczna bryła intryguje, zdecydowanie wyróżnia się na tle okolicznego krajobrazu. Dwa połączone ze sobą kaskadowe bloki, zaprojektowane w latach 80. przez Piotra Semberta i Janusza Nowaka, wzbudzają skrajne emocje. Monumentalne, wyraźnie odcinające się od siatki miejskich blokowisk, kładą się cieniem nad warszawskimi Sielcami. Na początku lat 80. sowiecki budynek był symbolem luksusu. Świeżo lakierowane drewniane parkiety miały służyć dyplomatom i pracownikom ambasady ZSRR w Polsce. Wysmakowane i nowoczesne, jak na ówczesne czasy, wnętrza pełniły także funkcję hotelu dla udających się w zachodnią delegację obywateli Związku Radzieckiego. Między innymi właśnie z tego powodu warszawiacy zaczęli nazywać budynek „szpiegowcem”, a całe osiedle wkrótce było znane jako „zona KGB”. Mieszkańcy „szpiegowca”, zarówno ci stali, jak i tymczasowi, mieli dostęp do sauny, salonów kosmetycznych i fryzjerskich oraz do wewnętrznej centrali telefonicznej, która podobno miała możliwość wygłuszania sygnału. W 1989 jednak karta historii się odwróciła, a dawni oficjele wraz z rodzinami musieli szybko wracać do radzieckiej ojczyzny, choć również nie na długo — ZSRR przestało istnieć dwa lata później, przekształcając się w Federację Rosyjską. Budynek przy Sobieskiego 100 opustoszał; został tylko dawny blichtr pokryty kurzem i duchologiczne upiory przeszłości, które nie zamierzają wyprowadzać się za wschodnią granicę. Brutalistyczny budynek zatrzymał się w czasie: nikt go nie remontuje, ale też nie wyburza. Otacza go za to gruba warstwa miejskich legend: w końcu „szpiegowiec” to idealna pożywka dla łaknącej sensacji wyobraźni. Tym bardziej, że budynek jest pod stałą obserwacją policji. Dlaczego? Formalnie wciąż należy do Federacji Rosyjskiej, powinien więc być otoczony taką samą ochroną jak ambasada. Rosja jednak nie ma zamiaru ani budynku burzyć, ani remontować, ani za niego płacić — ponieważ działka przy Sobieskiego 100 należy do Polski, wschodni sąsiedzi powinni uregulować należność za kilkanaście lat dzierżawy. „Rosja ma zwrócić Polsce 7,8 mln zł!” — krzyczały w 2016 roku nagłówki w Polsat News. Nic z tego — Rosja, jak to Rosja, pieniędzy nie zwraca, czekając cierpliwie aż problem rozwiąże się sam.

Następny