W czasach, gdy można zrobić wszystko jeszcze ważniejsza jest kreatywność. Rozmowa z Janem Bielawskim, laureatem konkursu Wildness by Artystyczna Podróż

Pamięta Pan swoje pierwsze zdjęcie?

Nie pamiętam dokładnie swojego pierwszego zdjęcia, ale podejrzewam, że był to jakiś kwiatek albo drzewko. Na początku bardzo unikałem fotografowania ludzi. Krępowało mnie to i zwyczajnie się tego obawiałem, dlatego najbezpieczniej czułem się, fotografując przyrodę.

Swoją profesjonalną przygodę rozpocząłem od fotografii architektury. Z czasem coraz bardziej zaczęła mnie jednak interesować obecność człowieka w kadrze. O ile dobrze pamiętam, jednymi z pierwszych prób w tym kierunku były akty, więc można powiedzieć, że dość szybko wskoczyłem na głęboką wodę. To doświadczenie pomogło mi przełamać wcześniejsze obawy i otworzyło mnie na fotografowanie ludzi.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jan Bielawski (@nielubiekeczupu)

Fotografia jest Pana pracą czy pasją? A może jednym i drugim?

Zdecydowanie jednym i drugim. Fotografia jest moją pracą, więc wiąże się z odpowiedzialnością, terminami i koniecznością spełnienia określonych oczekiwań. Jednocześnie pozostaje pasją i sposobem patrzenia na świat, dlatego najchętniej realizuję ją w codziennym życiu, podczas wakacji i właściwie wszędzie tam, gdzie akurat jestem. Nieustannie szukam interesujących kadrów, najczęściej używając do tego po prostu telefonu. Jara mnie osiąganie profesjonalnych efektów za pomocą tego urządzenia, a zapytania w stylu: „Ej, czym ty focisz?” daje sporo satysfakcji.

Jak wspomina Pan swój udział w Artystycznej Podróży?

Już w 2024 roku chciałem wziąć udział w konkursie, którego tematem była „Kruchość”, ale oczywiście przegapiłem termin, dlatego rok później, kiedy motywem przewodnim była „Dzikość”, miałem już ustawione przypomnienia w telefonie, żeby tym razem niczego nie przeoczyć.

Swoich wspomnień z Artystycznej Podróży właściwie nie potrafię ocenić inaczej niż jako wyśmienite. Była to prawdziwa fala zaskoczeń i ogromnych niespodzianek — od ogłoszenia finalistów aż po ostateczny werdykt. Do ostatniej chwili nie spodziewałem się takiego finału.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jan Bielawski (@nielubiekeczupu)

Myślę, że nigdy nie zapomnę momentu, kiedy tuż przed ogłoszeniem zwycięzcy pani Maria Rosa odczytywała opis nagrodzonej pracy i usłyszałem zdanie: „To dzieło, które w wyjątkowy sposób eksploruje temat dzikości, pokazując ją w przestrzeni pozornie całkowicie podporządkowanej człowiekowi — na wysypisku śmieci”.

Wtedy już wiedziałem, że chodzi o moją pracę. Zacząłem nerwowo się śmiać, ze łzami w oczach spojrzałem na żonę, a ona odpowiedziała dokładnie tym samym. Bardzo dobrze pamiętam to uczucie — mieszaninę niedowierzania, wzruszenia, radości i ogromnego zaskoczenia.

Czy myśli Pan, że współcześnie jeszcze istnieje twardy podział na fotografię profesjonalną i „instagramową”?

Moim zdaniem taki twardy podział już właściwie nie istnieje. Współcześni klienci coraz częściej oczekują fotografii, która wygląda naturalnie, spontanicznie, a czasem wręcz nieprofesjonalnie. Bardzo dopracowane zdjęcia produktowe czy starannie przygotowane sesje mogą być przez użytkowników od razu odbierane jako reklama, a wiele osób nie chce kolejnych reklam oglądać. Dlatego zdjęcia bardziej swobodne, niepozowane i sprawiające wrażenie amatorskich często przyciągają większą uwagę. Są odbierane jako bardziej autentyczne i bliższe codziennemu doświadczeniu. Nierzadko za pozorną naturalnością stoi bardzo świadoma praca fotografa.

Mimo tego uważam, że na platformach takich jak Instagram nadal jest dużo miejsca zarówno na profesjonalną fotografię, jak i na sztukę. Wszystko zależy od tego, jakich treści szukamy i jakie profile obserwujemy. Osobiście śledzę głównie innych fotografów i twórców. Moim faworytem, a można nawet powiedzieć fotograficznym idolem i autorytetem, jest Sébastien J. Zanella, którego profil na Instagramie można znaleźć pod nazwą @sebzanella.

Ten temat musiał się pojawić – jak Pana zdaniem rozwój AI wpłynie na pracę profesjonalnych fotografów?

Na ten moment AI oznacza dla mnie przede wszystkim ekstremalne przyspieszenie pracy, zwłaszcza w takich obszarach jak edycja zdjęć. Usuwanie niechcianych obiektów z kadru jest dziś właściwie banalnie proste, podczas gdy jeszcze niedawno potrafiło być bardzo żmudnym i czasochłonnym procesem. Wiele technicznych zadań, które wcześniej wymagały dużego nakładu pracy, można obecnie wykonać znacznie szybciej.

Nie oznacza to jednak, że rola człowieka staje się mniej istotna. W profesjonalnej pracy nadal kluczowe są decyzyjność, wyczucie i kreatywność. Możemy mieć niemal nieograniczone możliwości generowania i modyfikowania obrazu, ale to na twórcy wciąż spoczywa odpowiedzialność za to, jak ma wyglądać ostateczny efekt.

Mam nawet wrażenie, że wraz ze wzrostem liczby możliwości wzrósł również poziom trudności w podejmowaniu finalnych decyzji. Kiedy można zrobić niemal wszystko, tym ważniejsze staje się pytanie, co naprawdę warto zrobić i dlaczego.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jan Bielawski (@nielubiekeczupu)

Samo generowanie obrazu również wymaga określonych umiejętności i moim zdaniem może być formą sztuki. Potrzebna jest do tego wyobraźnia, świadomość wizualna, umiejętność formułowania intencji i konsekwencja w dochodzeniu do konkretnego efektu.

Otwartymi pytaniami pozostają natomiast kwestie moralne i ekologiczne. Dotyczą one między innymi praw autorskich, sposobu wykorzystywania cudzych prac, transparentności oraz kosztu energetycznego działania tych technologii. Myślę, że właśnie wokół tych tematów będzie toczyła się najważniejsza dyskusja w najbliższych latach.

Jeśli to możliwe, czy może Pan nam opowiedzieć o jednym ze swoich najnowszych projektów?

Obecnie pracuję nad wieloma projektami komercyjnymi i chyba jedynym własnym projektem, który mam teraz w głowie, jest „Obecność”. Serio, ten temat wierci mi czaszkę od samego ogłoszenia. W każdym spacerze i w każdej interakcji z innymi doszukuję się odpowiedzi na to zadanie. Cały czas obserwuję, analizuję i próbuję znaleźć taki obraz, który najlepiej oddałby ten temat.

Uwielbiam takie kreatywne wyzwania i nie mogę przestać myśleć o tym, jak pokazać „obecność”. Wydaje mi się, że trudność tego tematu polega na tym, że obecność najłatwiej jest nam odczuć wtedy, kiedy jej brakuje. Jest to więc pewien paradoks — pokazać coś, czego nie ma. To bardzo ciekawy temat i na pewno spróbuję swoich sił również tym razem.

Gdyby miał Pan dać jedną radę początkującym twórcom, jak by brzmiała?

Dzisiejszy świat trochę wymyka się zasadom i regułom, które jeszcze niedawno wydawały się bardzo ważne. Dziś właściwie każdy może zacząć zarabiać na fotografii czy filmowaniu, nie posiadając ani profesjonalnego sprzętu, ani ogromnych umiejętności. Często najważniejszy okazuje się po prostu pomysł.

Dlatego, niezależnie od tego, co chcemy osiągnąć, moja rada brzmi: próbować. I wcale nie uważam, że to banał. Próbowanie jest trudne, bo wiąże się z niepewnością, oceną i ryzykiem, że coś się nie uda.

Niezależnie od tego, czy chcemy zarabiać na fotografii jako influencerzy, profesjonalni fotografowie, dla których warsztat ma ogromne znaczenie, czy jako artyści, musimy wystawiać się na dyskomfort tworzenia. Trzeba robić, publikować, pokazywać swoje prace i wyciągać wnioski, bo innej drogi po prostu nie ma.